Metamorfoza naszego salonu

0 Udostępnienia
0
0
0

Mieszkamy w naszym domu już ponad 20 lat. W tym czasie wiele się zmieniło w aranżacji i wystroju wnętrz. Nasz salon był od zawsze dziełem przypadku, ale jak wszyscy wiemy prowizorki są najtrwalsze. Przez te lata znajomi już z 10 razy malowali ściany. My patrzyliśmy na nie z przerażeniem, przytłaczała nas powierzchnia , a szczególnie metrażowa wielkość sufitu. Przymierzaliśmy się do remontu wiele razy. Na fachowców zawsze brakowało kasy, a my nie mieliśmy ani czasu, ani chęci, żeby samodzielnie się tym zająć. Na dodatek mamy w oknach rolety przeciwwłamaniowe, które są zabudowane. W jednej z nich 10 lat temu urwała się linka i przez te wszystkie lata była opuszczona. To duże okno z pięknym widokiem, ale mój mąż nie miał weny, żeby się za to zabrać. 

Kiedy na początku pandemii zostaliśmy zmuszeni do pozostania w domu, zaczęliśmy poważnie myśleć nad remontem, a nawet to myślenie przerodziło się w czyn. Pewnego ranka zastałam Wojtka rozbierającego konstrukcję z płyty gipsowo-kartonowej. Rozebranie, naprawa i złożenie tego wszystkiego nie było łatwe, ale po kilku dniach (no może po tygodniu, hihi) było zrobione. Nawet szpachlę nałożył i wygładził. Całe szczęście, że materiały do tego wszystkiego mieliśmy zakamuflowane w garażu, bo z kasą było bardzo krucho. Kończyłam swojego e-booka o pielęgnacji domowej twarzy, szyi i dekoltu i miałam nadzieję, na delikatny przypływ gotówki.

Plakat z bimago.plNoc w dżungli

W międzyczasie kupiliśmy białą farbę lateksową firmy Dekoral – 10 litrów za 85 zł. Mieliśmy jeszcze w zapasie 5 litrów tej farby, ale poszła bardzo szybko. Oczywiście, nie obyło się bez eksperymentów. Jakiś czas temu dostałam w prezencie od mojego klienta niekapiący wałek z Mango. Zastanawiałam się nad kupnem tego ustrojstwa, bo w reklamie wszystko tak łatwo i pięknie wygląda. No normalnie samo się maluje. Niestety w realu to nie jest takie proste.

Faktycznie po nalaniu do środka farba nie kapie, ale jest na tyle gęsta, że nie przebija się łatwo przez strukturę wałka i krycie nie jest zadowalające. Nie mówiąc już o ciężkości wałka z farbą. Jest tak ciężki, że ledwo mogłam go trzymać w dłoni, a o sztycy należy zapomnieć, jeśli nie jest się herosem lub nie ćwiczy się podnoszenia ciężarów. Specjalny przyrząd do malowania narożników też długo nie pociągnął. Jego żywotność zakończyła się po pierwszym przemalowaniu rogów. Po wymyciu zauważyłam ubytek, urwał się kawałek gąbki, którą pokryty był przyrząd. Jeśli planujecie malowanie i nie macie pod ręką Pudziana, nie polecam.

Ściany i sufit są pomalowane na biało. Na tym kolorze bardzo zależało Wojtkowi, ba chciał mieć jasne wnętrze do robienia zdjęć, a i ja miałam już dosyć bananowego kolorku. Znudził mi się po tych 20 latach. Tylko ścianka za kominkiem  ma kolor jasnopopielaty. To Dulux Easy Care o nazwie popularny szary. Kupiliśmy 2,5 litra w cenie 53 zł. Zużyliśmy niewiele, ale przed nami jeszcze wiele ścian do pomalowania. Na pewno się nie zmarnuje. 

Oczywiście musieliśmy dokupić jeszcze parę rzeczy (taśmy papierowe, wałki, kuwety, pędzle, grunt, szpachle, kątowniki, gips szpachlowy, silikon, gąbki ścierne do szlifowania). Te wydatki zamknęliśmy w kwocie ok. 200 złotych.

Głównym oświetleniem sufitowym w salonie, jadalni, kuchni i holu są halogenki. Nie mieliśmy funduszy na zmianę, więc postanowiliśmy wymienić żarówki na ledy oraz pomalować zżółknięte ze starości oprawy na kolor biały. Parę miesięcy temu kupiłam w Action podkład i farbę białą w sprayu do metalu. Wymyliśmy oprawy, oczyściłam je papierem ściernym o gradacji 180 i pomalowałam. Jeden raz podkładem i jeden raz farbą. Wyszło świetnie. Wyglądają jak nowe.

Na podłodze mieliśmy położone kafle w połączeniu z ciemnozielonymi panelami, które przy fotografowaniu nieładnie odbijały światło. Chcieliśmy je zmienić także dlatego, że były bardzo zniszczone. Parę razy zalewała je woda, bo mieliśmy kilka lat temu nieszczelny dach. Baliśmy się, że nie pozwolą nam na tą wymianę finanse, ale udało się. Mieliśmy jednak trochę szczęścia, bo e-book zaczął się sprzedawać i stać nas było na zakup niedrogich i ładnych paneli w kolorze dębu bielonego z listwami i łącznikami. Za wszystko zapłaciliśmy 880 zł, przy czym jest to cena za podwójną ilość paneli, bo zmieniamy je także w jadalni i nie chcieliśmy ryzykować, że później nie dostaniemy tego koloru.

Chciałam też zmienić kolory mebli. Kanapa i fotele są w kolorze popielatym, który lubię. Natomiast ława i stoliki pomocnicze postanowiłam przemalować. Ława była w kolorze bukowym z popielatą, mleczną szybą. Rok temu kupiłam farby kredowe Renesans serii Ambiente Chalky Colors. Nie miałam konkretnego planu na ich użycie. Teraz były pod ręką. Nie musiałam wydawać pieniędzy. Wystarczyło pooglądać filmy instruktażowe i tutoriale na YouTube i zabrać się do pracy.

Części drewniane przetarłam papierem ściernym o gradacji 180 oraz wymyłam wodą z płynem do mycia naczyń. Po wyschnięciu pokryłam mebel jedną warstwą białej farby. Oczywiście wcześniej należy przeczytać dokładnie instrukcję producenta i stosować się do niej. Ważne jest staranne wymieszanie farby. ja do tego celu używam jednorazowych pałeczek do sushi. Są idealne. Następnie białą farbę dwukrotnie pokryłam kolorem o nazwie Paris. Przerwa między kolejnymi warstwami u mnie wynosiły ok. 6 godzin. Po wyschnięciu zabrałam się za przecieranie, żeby uzyskać niepowtarzalny, piękny efekt.

Tak przygotowany mebel postanowiłam pokryć matowym lakierem do drewna, który także miałam w domu. Został po malowaniu drewnianych krzeseł z Ikei. Oczywiście później musiałam jeszcze go dokupić, bo nie skończyło się na jednej meblowej metamorfozie. Farby kredowe wciągają.

Pomocnicze stoliki, to zwykłe, najtańsze stoliki z Ikei. Potraktowałam je tak samo, jak ławę. Z jedną różnicą. Blaty na końcu także pomalowałam lakierem, ale nogi postanowiłam potraktować bezbarwnym woskiem. Wmasowywałam go delikatną szmatkę. Powierzchnia po tym jest delikatnie klejąca, o czym nie dowiedziałam się z filmików, ale wchłania się idealnie po kilku godzinach. Niedługo zabieram się za szafki – komody w jadalni i do nich też zamierzam użyć wosku.

Dodatkami w salonie są dwa kinkiety loftowe, czarno – miedziane z długą żarówką Led Vintage, które zakupiłam w galeriaoswietlenia.pl oraz plakaty w czarnych ramach, przedstawiające las ze sklepu bimago.pl.

W ostatnich latach mam duże trudności z hodowlą kwiatów doniczkowych, ale na urodziny w tym roku dostałam od mojej przyjaciółki pięknego storczyka. Oczywiście kwiatki już opadły, ale postanowiłam nie poddawać się i podjąć próbę utrzymania go przy życiu. Jest teraz ozdobą odzyskanego okna. Drugim kwiatowym egzemplarzem jest monstera, a właściwie jeden liść zdobyty w czasie naszej pracy przy myciu okien na Uniwersytecie Ekonomicznym (byliśmy tak przerażeni na początku pandemii, że nie starczy nam na przeżycie i dzięki uprzejmości przyjaciół mogliśmy zarobić trochę kaski, uspokoić emocje i natłok myśli, mieć czas na wymyślenie jakiegoś pomysłu na życie w zamrożeniu). Liść wstawiłam do wody dla ozdoby, a on wypuścił korzonki. Teraz rośnie w donicy, która także przeszła metamorfozę farbami kredowymi i stoi na stoliku zakupionym dawno temu na wrocławskiej giełdzie kwiatowej. Generalnie na giełdach kwiatowych można dostać bardzo dużo dodatków do aranżacji naszych wnętrz. Warto tam zajrzeć nie tylko po roślinki.

I tym oto sposobem możemy się cieszyć zupełnie odmienionym salonem.

0 Udostępnienia
2 komentarze
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like

LifestyleWitajcie!

Rozpoczynam swoją blogową przygodę w dobie pandemii. W tych okolicznościach wszystkie teatry, kluby i instytucje kultury są zamknięte.…
Czytaj dalej